
Minęło 37 lat od wyborów, które odbyły się 4 czerwca 1989. Trudno zapomnieć entuzjazm jaki towarzyszył kampanii wyborczej. Do tego dochodziła profesjonalnie przygotowana kampania: świetne plakaty, znakomicie przygotowane programy wyborcze, koncepcja zdjęć kandydatów z Lechem Wałęsą będącego wtedy u szczytu swojej wielkości była świetnym PR-owo (choć wtedy takiego terminu się nie używało) chwytem. „Gazeta Wyborcza” była wtedy powiewem świeżości na polskim „rynku” prasowym. Dobrze redagowana, ze świetnymi artykułami i z ciekawą, niebanalną grafiką.
Trudno też zapomnieć entuzjazm przedwyborczych spotkań z kandydatami „Solidarności”. Klucz doboru kandydatów w każdym okręgu: rolnik, robotnik, inteligent też był czytelnym sygnałem, że chodzi o solidarność narodu, może nawet, nie do końca uświadamianą, Niepodległość. Będąc 24 letnim studentem jeździłem wtedy z kandydatami „Solidarności” po całym województwie i do dzisiaj mam w pamięci nadzieję tej Polski gminnej, Polski powiatowej. Nadzieję, że będzie lepiej tak czysto ekonomicznie ale też nadzieję, że „Polska będzie Polską”.
„Solidarność” wzięła całą pulę 35% miejsc w Sejmie. Do tego, zgodnie z wezwaniem, wyborcy wykreślili całą (poza jedną osobą) listę krajową PZPR, na której byli wszyscy prominentni funkcjonariusze tej komunistycznej partii (wtedy jeszcze pisanej z dużej litery: Partii). Tacy jak Jaruzelski, Kiszczak czy Rakowski. To też świadczyło o skali odrzucenia komunizmu i rządzącej z ramienia Związku Sowieckiego komunistycznej partii.
I tu pojawił się pierwszy „zgrzyt”. Ze zdumieniem ja i myślę, że miliony Polaków słuchało wystąpienia Bronisława Geremka, który, argumentując, że „pacta sunt servanda” (umów należy przestrzegać) – takiego stwierdzenia użył – oznajmił, że miejsca z wykreślonej listy krajowej PZPR może obsadzić …. PZPR. Ja odebrałem to jako policzek i wyraz lekceważenia przez „Solidarność”, a właściwie Komitet Obywatelski dla mnie jako wyborcy. Kolejną „rysą” była obecność w utworzonym, dzięki sprytnemu manewrowi Jarosława Kaczyńskiego, przez Tadeusza Mazowieckiego rządzie ludzi takich jak Kiszczak. Kolejnym policzkiem był wybór przez Sejm, również głosami (albo wstrzymaniem się od głosu) na Prezydenta PRL Wojciecha Jaruzelskiego.
Z tego lekceważenia elektoratu, lekceważenia jego marzeń (może utopijnych) o lepszej, sprawiedliwszej i niepodległej Polsce zrodził się sukces wyborczy Lecha Wałęsy (obiecującego „przyspieszenie”), a potem powstanie rządu Jana Olszewskiego.
Tu muszę zrobić małą dygresję dotyczącą Lecha Wałęsy (może to temat na kolejny tekst „rozrachunkowy”). Napisałem o szczycie wielkości Lecha Wałęsy. I nie było w tym krztyny sarkazmu. W latach 80-tych Lech Wałęsa jawił się jako autentyczny przywódca. Postawa Danuty Wałęsy i ich syna w czasie odbioru Pokojowej Nagrody Nobla (wtedy ta nagroda jeszcze coś znaczyła) wzbudziła powszechny podziw. Debata Wałęsa – Miodowicz jesienią 1988 w państwowej TVP, będąca pierwszym oficjalnym wystąpieniem Lecha Wałęsy od momentu wprowadzenia stanu wojennego, była gigantycznym sukcesem Wałęsy. Sądzę, że prawie wszyscy sympatycy „Solidarności” byli z Lecha po prostu dumni. No i wystąpienie przed Kongresem USA. To przemawiał autentyczny Mąż Stanu. Tekst (oczywiście nie napisany przez Wałęsę) dobrze powiedziany (Wałęsa posłuchał się specjalistów i nauczył się dobrze czytać i interpretować tekst) i świetnie tłumaczony (tu niebagatelna rola Jacka Kalabińskiego). Nie na darmo Andrzej Wajda kończy swój film o Lechu Wałęsie właśnie na tym wystąpieniu jako momencie apogeum chwały Wałęsy.
Paradoksalnie również 4 czerwca runęły chyba ostatecznie nadzieje związane tym, że III RP będzie państwem – kontynuacją II RP. Rząd Jana Olszewskiego obaliła, sformowana ad hoc, „koalicja strachu” przed lustracją. Niebagatelną rolę odegrał w jej tworzeniu Lech Wałęsa. Szokujące były dla mnie (i dla wielu obserwatorów) zachowania Wałęsy i jego otoczenia w czasie przemówienia nestora demokratycznej opozycji jakim był Kazimierz Świtoń czy też w trakcie przemówienia Premiera Jana Olszewskiego. Tego rechotu nie da się, używając slangowego stwierdzenia, „odzobaczyć”. Gdzieś na przełomie 1991/1992 napisałem tekst zatytułowany „III RP czy II PRL?” Była to moja, bardzo młodzieńcza, próba analizy sporu jaki wtedy się toczył. Upadek rządu Jana Olszewskiego w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 był chyba odpowiedzią na to pytanie: III RP nie stała się kontynuacją tradycji II RP, a raczej była kontynuacją, w swojej praktyce, PRL z symboliczną otoczką rodem z II RP (włącznie z nazwą i przekazanymi przez ostatniego Prezydenta na Uchodźctwie Ryszarda Kaczorowskiego insygniami II RP).
Donald Tusk, który był członkiem tej „koalicji strachu” (i autor symbolicznego zdania „policzmy głosy”), choć osobiście chyba nie był „umoczony” we współpracę z SB zaproponował kilka dni temu aby za rok, 4 czerwca 2027 zorganizować odsłonięcie przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów pomnika Tadeusza Mazowieckiego jako premiera „pierwszego niekomunistycznego (sic!) rządu Polski”. Zaprosił do Komitetu Honorowego wszystkich żyjących byłych premierów ze szczególnym wyróżnieniem Jarosława Kaczyńskiego. Kolejnym elementem ma być „marsz patriotów”. Ma być to ukoronowanie wieloletnich starań środowisk dawnej „lewicy laickiej” (to określenie tego odłamu opozycji w PRL zgrupowanej wokół Jacka Kuronia i KOR), liberałów i postkomunistów z obecnym ich liderem politycznym Włodzimierzem Czarzastym. Oczywiście ma być czczona rocznica wyborów, które odbyły się 4 czerwca 1989, będących według tej narracji zwieńczeniem całej walki o odzyskanie niepodległości od 1939 roku, a szczególnie obrad i ustaleń Okrągłego Stołu, który w tej narracji jest ma być tym „mitem założycielskim” III RP.
Pomysł byłby może wart rozważenia, gdyby padł u zarania obecnego rządu Donalda Tuska jako podstawa do zakończenia „zimnej wojny domowej” czyli powiedzmy 13 grudnia 2023 (też symboliczna data), a taki marsz i odsłonięcie pomnika miałoby miejsce w 2024 i byłoby początkiem trudnego, ponadpartyjnego procesu naprawy Rzeczypospolitej. Ale ta propozycja rzucona teraz ma wszelkie cech politycznej doraźności i jest tylko próbą stworzenia jakiejś narracji, która będzie paliwem w kampanii przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu i Senatu. I wbrew może nawet intencji pomysłodawców nie będzie to „mit założycielski III RP” a raczej „bajer założycielski” na potrzeby kampanii wyborczej. A szkoda.
Przemysław Jaśkiewicz – działalność obywatelską zaczynał w 1981 w Niezależnym Ruchu Harcerskim „Zawisza”. W latach 1987–1989 działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS). W latach 2011–2016 pełnił funkcję wiceprezesa zarządu Fundacji Niepodległości, a do 2018 członka zarządu. Od 2008 jest w zarządzie Stowarzyszenia Budowlany Klub Sportowy w Lublinie (BKS Lublin). W czerwcu 2016 powołany na członka Rady Działalności Pożytku Publicznego V kadencji. Członek Rady Działalności Pożytku Publicznego VI kadencji. Od lutego 2017 prezes Konfederacji Inicjatyw Pozarządowych Rzeczpospolitej”. W latach 2021–2024 zastępca Dyrektora Narodowego Instytutu Wolności (NIW). Historyk z wykształcenia i zamiłowania, fotograf i filmowiec amator. Żonaty, ma dwóch synów.
Wszelkie prawa zastrzeżone @ wlubelskim.pl | wLubelskim.pl
Kontakt:
redakcja@wlubelskim.pl Tel: 537 760 276
reklama@wlubelskim.pl
Tel: 667 796 420 , 531 837 899 ;
Polityka Prywatności