
Jednak zanim opuścimy cieplejsze klimaty, należy powiedzieć o kilku szczegółach operacji, o których wiemy. Duża część informacji jest utajnionych, dlatego dowiemy się o nich dopiero później. Oczywiście należy zastrzec, że w ich świetle wstępne analizy mogą ulec zmianie i to znaczącej. Ale w epoce informacji jakieś informacje są lepsze niż żadne.
Oficjalnie wiadomo, że 3 stycznia, siły USA obejmujące 150 statków powietrznych obejmujących bombowce strategiczne B-1B Lancer, myśliwce wielozadaniowe, samoloty rozpoznania elektronicznego, śmigłowce, oraz drony – zarówno wielkie drony szturmowe o globalnym zasięgu jak i mniejsze drony samobójcze, które od Szahedów odróżnia zdolność do operowania w roju; przeprowadziły operację polegającą na zneutralizowaniu obrony przeciwlotniczej Caracas opartej o systemy rosyjskie i chińskie, wysadzeniu desantu złożonego z pododdziałów Delta Force (rzekomo, choć tutaj nigdy nic nie wiadomo) na terenie Fortu Tuna (prawdopodobnie) oraz aresztowaniu i wywiezieniu z terenu Wenezueli Prezydenta Nicolása Maduro wraz z małżonką oraz trzecią osobą (której ostatecznie nie udało się pojmać) oraz przewiezieniu zatrzymanych z terenu Wenezueli na pokład amerykańskiego okrętu desantowego Iwo-Jima. Operacja zakończyła się sukcesem. Tylko jeden amerykański żołnierz odniósł obrażenia w trakcie desantu. Podczas wymiany ognia zginęło 32 Kubańczyków oraz 15 obywateli Wenezueli służących w ochronie osobistej Prezydenta Maduro oraz ochronie kompleksu w którym przebywał. Obecność Kubańczyków nie dziwi nikogo: jeśli jesteś lewicowym dyktatorem oraz nie ufasz własnemu społeczeństwu, prędzej czy później będzie trzeba skorzystać z usług kubańskich najemników, jednego z głównych towarów eksportowych tej podupadającej gospodarki. Szczególnie w Ameryce Łacińskiej i Afryce.
Należy dodać, że jest to szczególnie bolesny cios dla tandemu rosyjsko-chińskiego, głównie z trzech powodów. Po pierwsze, względy prestiżowe. Amerykanom udało się w cztery godziny zrealizować to, czego nie udało się zrobić Rosjanom w cztery lata. I choć duża część Internetu zżyma się na to porównanie, to w sensie taktycznym jest ono uprawnione. Obie operacje miały na celu błyskawiczne pojmanie oraz wywiezienie przywódcy innego państwa. I to właśnie Rosjanie, z powodu fiaska desantu powietrznego, głównie z powodu oporu ukraińskich oddziałów na lotnisku w Hostomelu, uwikłali się w długą i kosztowną wojną na Ukrainie. I choć wątki prawnomiędzynarodowe wydają się być różne, same operacje wydają się bliźniacze. Po drugie, siły zbrojne USA przeprowadziły skuteczną operację desantową w sercu wenezuelskiej obrony przeciwlotniczej opartej o technologię chińską oraz rosyjską, reklamowaną jako skutecznie zwalczającą możliwości amerykańskie. Okazało się, że te zapewnienia nie znalazły oparcia w faktach. Po trzecie jest to również kwestia kontroli nad największymi udokumentowanymi zasobami ropy naftowej na świecie. Chiny zainteresowane są dostępem do taniej ropy dla ich gospodarki, z kolei Rosja zainteresowana jest ograniczeniem wydobycia w celu utrzymania wysokich cen za baryłkę. Deklaracje Trumpa o odzyskaniu kontroli nad wenezuelskim przemysłem naftowym oraz oparcie transformacji państwa o dochody z tego płynące jest dla obu rządów wysoce niekomfortowe.
Na zakończenie należy podkreślić najbardziej wątpliwy element całej operacji jest jej legalność. Krytycy operacji powołują się na Kartę Narodów Zjednoczonych oraz konwencje dyplomatyczne, zgodnie z którymi pogwałcenie niepodległości jest surowo zakazane, a głowie państwa przysługuje immunitet dyplomatyczny, który wyłącza odpowiedzialność karną wynikającą z sprawowanych funkcji publicznych. Można się zastanawiać czy odnosi się to również do przemytu narkotyków, ale prawo międzynarodowe zasadniczo stoi na stanowisko, że urzędujących głów państw się nie stawia w stan oskarżenia. Natomiast zwolennicy operacji podkreślają, że w związku z wątpliwościami podczas objęcia funkcji Prezydenta Wenezueli (okres dwójwładzy) oraz w związku z nieprawidłowościami zaobserwowanymi w trakcie wyborów w 2024 roku, władze USA nie uznały wyborów na Prezydenta Wenezueli, w tym sensie odmawiając wynikających z tego dyplomatycznych przywilejów oraz immunitetów Dodatkowo, Prezydent Maduro zatem jest po prostu obywatelem Maduro, podlegającym oskarżeniom. Dodatkowo, DEA, departament do walki z narkotykami postawił mu zarzuty kryminalne obejmujące uczestnictwo w zmowie narkoterrorystycznej, sprowadzania kokainy do Stanów Zjednoczonych i dwa zarzuty związane z posiadaniem zabronionej broni. Obie linie argumentacji oznaczają, że operacja jest w szarej strefie prawa międzynarodowego, co oznacza, że jej ostateczna ocena nastąpi niebawem. Podobnie jak zdecyduje się los Wenezueli.
Wszelkie prawa zastrzeżone @ wlubelskim.pl | wLubelskim.pl
Kontakt:
redakcja@wlubelskim.pl Tel: 537 760 276
reklama@wlubelskim.pl
Tel: 667 796 420 , 531 837 899 ;
Polityka Prywatności