
Zacznijmy od informacji, które pojawiły się dziś. Prokurator prowadzący sprawę, Grzegorz Trusiewicz, poinformował o tym, że dron najprawdopodobniej przyleciał z Białorusi. Jest to prawdopodobna wersja, gdyż eksperci wojskowi wskazują, że rosyjskie rakiety manewrujące wykorzystują korytarze wzdłuż granic państwowych w celu ataku na cele zlokalizowane na terenie Zachodniej Ukrainy, jak na przykład dzisiejszy nalot na Lwów, w celu rozproszenia możliwości ukraińskiej obrony powietrznej.
Dodatkowo, dziś wznowiono przeszukiwanie miejsca zdarzenia. Na miejscu pracuje już sześciu prokuratorów oraz 150 mundurowych, w tym wojskowych. Rozszerzono zasięg poszukiwań o kolejny sektor, dodatkowe kilka hektarów pola. Pojawili się również specjaliści z wykrywaczami metali. Czego szukają? Elementów drona, w tym najdrobniejszych śrubek i odłamków. Celem jest stworzenie jak najdokładniejszej mapy rozkładu szczątku i jak najbardziej szczegółowa rekonstrukcja drona. Poszukiwania będą prowadzone również pod ziemią. Szczególnie poszukiwane będą elementy elektroniki. Prowadzone są również przesłuchania świadków – przesłuchano trzech dodatkowych mieszkańców okolicy – oraz zbieranie materiałów audiowizualnych.
W okolicy prokuratorzy zabezpieczyli trzy linie wysokiego napięcia, które wykazywały „ślady świeżego uszkodzenia”. Można domniemywać, że to właśnie kolizja z liniami energetycznymi mogła być przyczyną katastrofy. Jeżeli uda się owe ślady powiązać z dronem, będzie można pośrednio również wyliczyć kierunek lotu maszyny. Co ciekawe, na szczątkach, zwłaszcza silnika, odnaleziona napisy rzekomo w języku koreańskim.
I tutaj sprawy przyjmują nieco gorszy obrót. Wydaje się od sławnej afery z Bydgoszczy Państwo Polskie nie nauczyło się radzić z niniejszymi kryzysami, na co wskazują komentatorzy, również, niestety, ze strony rosyjskiej. Popełniono zasadniczo dwa błędy. Pierwszym i najważniejszym była zbyt późna i nie przygotowana reakcja wojska. Zasadniczo w przypadku państw w stanie pokoju pierwsza reakcja należy do policji i straży pożarnej, ale Polska od trzech lat jest państwem frontowym. I nie jest to pierwszy przypadek tego typu. Najsłynniejsze wydarzenia tego typu to oczywiście: Bydgoszcz, Przeworsk i Hrubieszów. Dodatkowo, wojsko początkowo nie była przygotowane do prowadzenia działań zabezpieczających, między innymi zabrakło detektorów metalu. Po drugie, są to rażące błędy komunikacyjne, szczególnie gdy na poziomie rządowym słychać deklaracje o rosyjskiej prowokacji i odpowiedzi dyplomatycznej, prokurator wskazywał że jest jeszcze za wcześnie na wskazywanie na pochodzenie drona. Do tego dochodzi katastrofalna deklaracja wojskowych o braku detekcji obiektu, za co agencje wywiadowcze zapłaciłyby ogromne pieniądze. Takie drobiazgi jak niedookreślenie rozmiarów „krateru pouderzeniowego” to drobnostka.
Najgorsze wieści dochodzą jednak z zewnątrz państwa. Szczególnie od wojskowych blogerów rosyjskich. Rybar na przykład wskazuje, że pomimo trzech lat konfliktu Polska – oraz inne państwa Unii Europejskiej – wciąż nie wytworzyła skutecznego oraz efektywnego systemu obrony przeciwlotniczej. Jako jedną z przesłanek wskazuje na znaczące donacje systemów przeciwlotniczych na rzecz Ukrainy. Niesłusznie, gdyż zwykle przekazywano sowiecki sprzęt starszej generacji, zastępując go sprzętem zachodnim. Dodatkowo, bloger Dwa Majora, wskazuje, że na udostępnionych zdjęciach silnika MD-500, typowego do napędzania sławnych „Szahidów”, widać zmodyfikowany układ kolektora wydechowego, którego zadaniem jest zniekształcenie akustyki, o której wykrywanie opiera się ukraiński system wykrywania dronów SkyFortress. Oznacza to niepokojącą ewolucję rosyjskich systemów napadu powietrznego.
Źródło:
Wszelkie prawa zastrzeżone @ wlubelskim.pl | wLubelskim.pl
Kontakt:
redakcja@wlubelskim.pl Tel: 537 760 276
reklama@wlubelskim.pl
Tel: 667 796 420 , 531 837 899 ;
Polityka Prywatności