Wśród popierających znaleźli się delegaci prezydenckiego Odrodzenia (90 głosów), centrowych MoDem (36) i Horizons (34) oraz Republikanów (27). Za obaleniem rządu opowiedziało się 364 deputowanych, w tym przedstawiciele Zjednoczenia Narodowego (123), Francji Nieujarzmionej (71), Partii Socjalistycznej (66) i Zielonych (38). Oraz 13 delegatów z macierzystego ugrupowania premiera. Następnego dnia, premier złożył dymisję swego rządu. Była to trzecia dymisja szefa rządu od przyspieszonych wyborów parlamentarnych z roku 2024. Co to oznacza?
Następca premiera Bayrou, Sébastien Lecornu, należący do partii Renaissance oraz piastujący funkcję Ministra Obrony Narodowej w poprzednim gabinecie. Były premier nie miał lekko, i to z wielu powodów. Nie był politykiem niezależnym, nieomal wiszący pod urzędującym prezydentem, który zapowiedział po wyborach do Parlamentu Europejskiego, że nie ustąpi do końca własnej kadencji, nawet pomimo niechęci społecznej. Społeczeństwo miało mu za złe cięcia w wydatkach, w tym w wydatkach na cele socjalne, mające na celu walkę z rozbudowującym się deficytem budżetowym, z lewicą, między innymi o pozorowanie rozmów o reformie emerytalnej, z prawicą, o pozorowanie rozmów o ordynacji proporcjonalnej. I nawet z własnymi ministrami, którzy o wniosku o votum zaufania dowiedzieli się z konferencji prasowej. Dodatkowo, jako smakowitą anegdotkę można dodać, że premier został skazany za przestępstwo analogiczne do Marine Le Pen, tylko nie na pozbawienie praw publicznych a wyłącznie… grzywnę. Do tego należy dodać nietrafioną interwencję w skandal Bétharram, bazujący na przemocy oraz wykorzystywaniu seksualnym we francuskim kościele katolickim.
Jakie będą konsekwencje upadku rządu Bayrou? Komentatorzy oraz eksperci prześcigają się w tworzeniu oraz rozważaniu różnych scenariuszy, obniżenia wiarygodności Francji na arenie międzynarodowej, niepokoi społecznych, przedterminowych wyborów parlamentarnych czy też czegoś tam jeszcze. Nie ma to w zasadzie żadnego znaczenia, bo dla francuskiej systemu politycznego najważniejszy jest prezydent. Którym jest Emmanuel Macron, i który już zapowiedział, że nigdzie się nie wybiera. A następne wybory prezydenckie we Francji przewidziane są na 2027 rok, co daje mu niemal kolejne 2 lata kadencji. Prezydent Macron już wybrał następnego premiera, który będzie funkcjonował jako jego zderzak przez następne kilka miesięcy, kiedy odbędzie się następne przesilenie… aż do następnych wyborów prezydenckich. W skrócie: na zachodzie bez zmian.
Wszelkie prawa zastrzeżone @ wlubelskim.pl | wLubelskim.pl
Kontakt:
redakcja@wlubelskim.pl Tel: 537 760 276
reklama@wlubelskim.pl
Tel: 667 796 420 , 531 837 899 ;
Polityka Prywatności