Oferta sprzedaży Krzyża Virtuti Militari na ukraińskim portalu aukcyjnym wywołała poruszenie i pytania o los historycznego odznaczenia. Sprawę nagłośnił Rafał Mekler, a Instytut Pamięci Narodowej potwierdził, że oryginał znajduje się w rękach rodziny kapitana Juliusza Heinzela.
Kontrowersyjna oferta na ukraińskim portalu
We wtorek, 17 marca, lider Konfederacji na Lubelszczyźnie Rafał Mekler poinformował o ofercie sprzedaży Krzyża Virtuti Militari, która pojawiła się na jednym z ukraińskich portali aukcyjnych. Zgodnie z opisem, odznaczenie o numerze 3353 miało należeć do porucznika Juliusza Heinzela, wyróżnionego za udział w konflikcie polsko-litewskim w 1920 roku.
Dodatkowe wątpliwości wzbudził fakt, że sprzedający pochodził z Charkowa – miejsca, w którym oficer został zamordowany przez NKWD. Mekler publicznie pytał, w jaki sposób przedmiot mógł trafić w ręce oferenta.
IPN: oryginał znajduje się w rodzinie
W środę stanowisko w sprawie przedstawił Instytut Pamięci Narodowej. W oficjalnym komunikacie jednoznacznie wskazano, że oryginalny Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari o numerze 3353 pozostaje w rękach rodziny kapitana Juliusza Romana Heinzela.
Oznacza to, że przedmiot wystawiony na sprzedaż nie jest autentyczny i najprawdopodobniej stanowi kopię lub falsyfikat.
Historia kapitana Juliusza Heinzela
IPN przypomniał również losy oficera. Kapitan Heinzel wywodził się z zasłużonej dla Łodzi rodziny fabrykanckiej i został odznaczony za męstwo w wojnie z bolszewikami.
Po wybuchu II wojny światowej trafił do sowieckiej niewoli w Starobielsku. Wiosną 1940 roku został zamordowany przez NKWD w Charkowie. Spoczywa na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Piatichatkach – miejscu upamiętniającym tysiące polskich oficerów.
Ostrzeżenie przed fałszerstwami
Instytut Pamięci Narodowej podkreślił, że wystawiony na aukcji przedmiot może być próbą oszustwa. Zaznaczono również, że handel tego typu „pamiątkami” jest nie tylko wątpliwy etycznie, ale także godzi w pamięć o ofiarach.
Sprawa wyjaśniona
Do sytuacji ponownie odniósł się Rafał Mekler, informując, że dzięki reakcji opinii publicznej oraz stanowisku IPN udało się szybko rozwiać wszelkie wątpliwości. Podkreślił, że oryginalne odznaczenie pozostaje bezpieczne w rękach rodziny, a cała sprawa pokazuje, jak ważna jest czujność wobec podobnych ofert.
