Komunikacja i kanalizacja były cichym marzeniem lublinian. Historia rzemieślnictwa - wlubelskim.pl

Komunikacja i kanalizacja były cichym marzeniem lublinian. Historia rzemieślnictwa

Rok 1918 był przełomowym momentem w historii Polski. Nie chodzi tu wyłącznie o odzyskanie niepodległości, ale i o narodziny nowoczesnego państwa, które z czasem miało się stać pełnoprawnym partnerem na arenie międzynarodowej. Lublin w 1918 roku został stolicą województwa, a zatem ważnym ośrodkiem administracji, a ponadto siedzibą przedstawicielstw służb wojskowych, szkolnych czy kolejnictwa. Nie, wtedy nie był piękny, wtedy wymagał systematycznych porządków, ale świeżo odzyskana niezależność zaowocowała niesamowitą aktywnością mieszkańców, dzięki czemu miasto zaczęło żyć na nowo.

Brakowało niemal wszystkiego. Wodociągi były w opłakanym stanie, a do tego znajdowały się w rękach prywatnych, gazownia i rzeźnia przedstawiały sobą raczej nędzny obraz. Komunikacja i kanalizacja były natomiast cichym marzeniem lublinian. Brakowało szkół, nowoczesnych szpitali, budynków użyteczności publicznej, mieszkań, elektryczności. Nadszedł jednak czas dobrych zmian, decyzje, jakie wówczas podjęto, sprawiły, że Lublin zaczął odradzać się, pięknieć, funkcjonować w powojennej rzeczywistości. Rosły więc nowe budowle i domy, uruchomiono elektrownię miejską, powstawały nowe drogi i mosty. Plany były dziełem inżynierów, reszta – dziełem rąk rzemieślników, którzy od setek lat współtworzyli to miasto, stanowiąc jego kręgosłup.

Fachowa wiedza liczyła się od zawsze, a kto inny, niż rzemieślnicy, mógł ją wówczas dać? W okresie zaborów, mimo zapaści, cechy były ostoją polskości i przekazywanych z dziada – pradziada tradycji, dawały poczucie więzi ze społeczeństwem i utraconą wolnością. Rzemiosło doświadczyło historycznych zawieruch, ale, co najważniejsze, nigdy nie porzuciło swoich podstawowych zasad. Tworząc wspólnotę, opartą na hierarchii i etosie pracy, trwało pomimo wszystko. Okres rozbiorów zróżnicował dawną Polskę pod względem rozwoju gospodarczego, dlatego też tak ważne była obecność w wielu rejonach zakładów rzemieślniczych, na których opierał się codzienny byt mieszkańców. Nie inaczej było w Lublinie, gdzie do dziś mamy namacalne, nieme świadectwo rzemieślniczej pracy – gmach Poczty Głównej, dawnej Izby Skarbowej przy ul. Spokojnej, Dom Żołnierza czy przebudowany w dwudziestoleciu międzywojennym dworzec kolejowy.

Rzemiosło nie ograniczało się wyłącznie do zawodów budowlanych, wśród których wyróżnić można kamieniarzy, garncarzy, studniarzy, szklarzy czy sztukatorów. Byli i grzebieniarze, koszykarze, cieśle, bandażownicy, czapnicy, powroźnicy, krawcy, brązownicy, ślusarze, grawerzy, optycy, jubilerzy, cukiernicy, piernikarze, wędliniarze, białoskórnicy, cholewkarze, rymarze, siodlarze, fryzjerzy i perukarze. Nie sposób wymienić wszystkie zawody!

Poszczególne zawody skupiały się w cechach branżowych. Dotyczyło to nie tylko Lublina, ale i miast powiatowych, takich jak Biała Podlaska, Biłgoraj, Chełm, Garwolin, Hrubieszów, Janów Lubelski, Konstantynów, Krasnystaw, Lubartów, Łuków, Puławy, Radzyń Podlaski, Siedlce, Sokołów Podlaski, Tomaszów Lubelskich, Węgrów, Włodawa i Zamość. Nie zapominajmy, że województwo lubelskie przed wybuchem II wojny światowej miało zupełnie odmienne granice od obecnych. Rzemiosło było rozsiane po całym regionie w zasadzie równomiernie, ale kilka zawodów wyróżniało się ponad miarę, posiadając zasłużoną renomę na terenie całego kraju. Dotyczyło to między innymi garncarzy z Pawłowa (powiat chełmski), Urzędowa (powiat janowski) czy Baranowa (powiat puławski). Nie mniej słynęli ze swoich wyrobów koszykarze z Nałęczowa i Włodawy, albo nałęczowscy rzeźbiarze w drewnie. Najlepsi grzebieniarze mieszkali w Kraśniku, a kuśnierze w Kurowie, Garwolinie i Sokołowie Podlaskim. Do powroźników jeździło się do Końskowoli, a do białoskórników – do Węgrowa. Garbarstwo było domeną mieszkańców Międzyrzeca, Żelechowa i Łaskarzewa, Węgrowa i Ostrowa Siedleckiego.

Nikt nie miał też problemu z naprawą butów, bo szewców było ponad 5000! Krawców też niemało, ponad 4000. Wśród najliczniej reprezentowanych rzemiosł uplasowali się też kowale, stolarze, wędliniarze i piekarze. Dziś to zawody rzadkie, określane niekiedy mianem ginących, ale jakże obecne w świadomości społecznej.

Organizacje cechowe nie były jednakże na tyle silne, aby móc w pełni reprezentować interesy rzemiosła na poziomie regionalnym i krajowym. Izby rzemieślnicze zostały powołane do życia na podstawie Prawa przemysłowego z dnia 7 czerwca 1927 roku. Rozporządzenie Ministra Przemysłu i Handlu z grudnia tego roku przewidywało utworzenie 17 izb rzemieślniczych, jakie zasięgiem swojej działalności obejmowały obszary poszczególnych województw. Ich podstawowym zadaniem była stała reprezentacja interesów zawodowych rzemiosła. Szczególny nacisk położono na współdziałanie z władzami państwowym w zakresie udzielania informacji oraz opinii o rzemiośle, przedstawianie wniosków oraz propozycji, zbieranie danych statystycznych, a także regulowanie spraw z zakresu edukacji zawodowej, przeprowadzanie egzaminów czeladniczych i mistrzowskich itp.

Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie otrzymała swój pierwszy statut na mocy rozporządzenia Ministra Przemysłu i Handlu z dnia 7 lipca 1928 roku. W oparciu o jego zapisy ówczesny wojewoda lubelski, Antoni Remiszewski, wyznaczył termin pierwszych wyborów do władz instytucji na dzień 9 czerwca 1929 roku. Nie doszły one do skutku i dopiero na podstawie porozumienia pomiędzy poszczególnymi obszarami wyborczymi wyłoniono listę kandydatów. Zarząd Izby został wybrany na pierwszym posiedzeniu delegatów 29 września 1929 roku. Pierwszym prezydentem, a następnie prezesem, został Michał Chodorowski, mistrz murarski z Lublina. Jako jego zastępcę powołano Józefa Zygiela – lubelskiego mistrza krawieckiego. W skład zarządu weszli ponadto Władysław Adamkiewicz – lublinianin, mistrz stolarski, Leon Bombol – ślusarz z Chełma i Mojżesz Aron Lew – lubelski kapelusznik. Sekretarzem, a potem wieloletnim dyrektorem(do kwietnia 1939 roku) i znanym działaczem na rzecz rzemiosła został Cecylian Ptasiński.

Oficjalnie biuro Izby rozpoczęło swoją działalność 1 grudnia 1929 roku. 10 lat później wybuchła II wojna światowa, a wraz z wojną ustała działalność samorządowa instytucji. Nie oznacza to, że całkowicie zrezygnowano z działalności na rzecz rzemiosła. Decyzją okupanta biura izb zostały połączone w jeden organizm z Izbą Przemysłowo-Handlową, którą kierował komisarz z niemieckiego nadania. Już kilka dni po wyzwoleniu Lublina Izba wznowiła swoją działalność w oparciu o zasady sprzed września 1939 roku. 1 sierpnia 1944 roku, dzięki staraniom lubelskich rzemieślników, miało miejsce pierwsze organizacyjne zebranie rzemiosła przy ul. Złotej 2, gdzie cechy miały wówczas swoją siedzibę. Wtedy to dokonano wyboru do tzw. Tymczasowej Rady Rzemiosła. Prezesem ponownie został Michał Chodorowski, a na jego zastępcę wybrano Bolesława Maińskiego – mistrza fryzjerskiego. W skład Zarządu weszli też Franciszek Grudzień – szewc, Jan Wojciechowski – mistrz stolarski oraz Józef Rozmus – mistrz cukiernictwa.

W codziennej działalności instytucja opierała się na przedwojennych zasadach, wynikających z ustawy o izbach rzemieślniczych z 1939 roku oraz statucie z 1933 roku. Wystąpiono jednakże do władz PKWN z obszernym memoriałem, na podstawie którego 20 września 1944 roku Izba Rzemieślnicza w Lublinie została uznana za organizację samorządu gospodarczego i przedstawiciela rzemiosła. PKWN potwierdził również dokonany przez rzemiosło wybór członków Zarządu i dyrektora.

Zanim jednakże nadszedł rok 1939, który nie tylko wniósł w codzienne życie wojenną zawieruchę i zapoczątkował szereg zmian, rzemiosło w dobie dwudziestolecia wojennego stanowiło istotny element odradzającego się gospodarczo i kulturowo kraju. Czasy wielkiego kryzysu nie przyniosły aż tak katastrofalnych skutków, jak dla przemysłu. Rzemiosło wyszło z niego obronna ręką, co było podyktowane tym, że rzemieślnicy wykazywali niezwykłą łatwość przystosowywania się do zmiennej koniunktury. Zakłady, z wyjątkiem tych największych, nie produkowały znacznych zapasów dóbr, ograniczając swoje możliwości do bieżącego zapotrzebowania. Ponadto w okresie niskiego popytu lub jego całkowitego braku, zanikało owo zapotrzebowanie na nowe dobra, ludność ograniczała się do napraw, co nadal dawało rzemiosłu możliwość zarobkowania, mimo że na mniejszą skalę. Właściciele zakładów, bardzo często rzemieślnicy z pokolenia na pokolenie, w takich momentach potrafili samoistnie obniżyć poziom swojego życia, uparcie starając się przetrwać czasy kryzysu. Minimalizowano koszty, nie zatrudniano zbyt dużo personelu, skupiając się wyłącznie na wykorzystywaniu pracowników z obrębu rodziny. Więzi rodzinne i podtrzymywanie tradycji pozytywnie wpłynęły na trwałość zakładów.

Duży wpływ na rozwój rzemiosła miało też ustawodawstwo, rygorystycznie narzucające obligatoryjne warunki, jakie musiał spełnić kandydat na rzemieślnika. W latach międzywojnia wprowadzony został przymus wykazania się dowodem uzdolnienia zawodowego. Było to pozorny parasol ochronny przed osobami z brakiem kwalifikacji. Faktycznie eliminowano nielegalne prowadzenie działalności i niezdrową konkurencję, aby rzemiosło mogło nadal być symbolem fachowości i wiedzy zawodowej.

Na terenie województwa lubelskiego rzemiosło skupiało się w cechach oraz różnych towarzystwach rzemieślniczych, jakie działały w oparciu o ogólne przepisy dotyczące stowarzyszeń. Z reguły członek cechu był równocześnie członkiem jakiegoś towarzystwa i na odwrót. Starsi cechów piastowali urzędy członków zarządu towarzystw, czasami organizowano wręcz wspólne sekretariaty i siedzibę dla struktur rzemiosła danej miejscowości. W latach międzywojennych w okręgu Izby Rzemieślniczej w Lublinie istniały około 192 cechy, w tym zdecydowaną większość stanowiły cechy chrześcijańskie. Pod względem liczebnym niewiele mniej było cechów żydowskich, a jedynie dwa mieszane. Mocny filar rzemiosła stanowili fryzjerzy i branża budowlana, te grupy zawodowe wykazywały największe tendencje organizacyjne, czego nie można powiedzieć o zawodach z grupy włókienniczej czy drzewnej. Ten okres to dobry czas dla rozwoju organizacyjnego, bowiem przed rokiem 1918 istniało zaledwie 41 cechów chrześcijańskich, a w latach 1918-1927 powstało ich aż 51. Do Izby należały zarówno te stare organizacje, takie jak Cech Mistrzów Mularskich, który powstał jeszcze w XVI wieku, tak samo jak Cech Krawców, jak i nowe, a chociażby Lubelski Cech Malarzy, Lubelski Cech Szczotkarzy czy Cech Stolarzy, Cieśli i Kołodziejów z Radzynia Podlaskiego. Izba skupiała wokół siebie także cechy żydowskie – Lubelski Cech Złotniczo-jubilersko-grawersko-brązowniczy albo Cech Blacharzy, Ślusarzy i Kowali z Chełma. Nie sposób jest tu wymienić wszystkie organizacje…

Działalność statutowa przejawiała się także w działalności na rzecz rozwoju szkolnictwa zawodowego. Szkoły rzemieślnicze, a było ich w województwie lubelskim aż 14, cieszyły się dużym powiedzeniem dając pewność zatrudnienia. Były szkoły męskie, były szkoły żeńskie. Na terenie Lublina funkcjonowała Szkoła Rzemieślniczo-Przemysłowa im. S. Syroczyńskiego przy ul. Leszczyńskiego (męska) oraz dwie żeńskie – Państwowa Szkoła Przemysłowo-Handlowa na Żmigrodzie oraz Szkoła Gospodarczo-Zawodowa św. Kazimierza przy Chmielnej. Tu uczono krawiectwa i zawodów bieliźniarskich, jak również gospodarstwa domowego. Nauka trwała trzy lata, a przyjmowano do tej placówki dziewczęta po ukończeniu przez nie 5 klas szkoły powszechnej.

Nauka w szkołach i jednocześnie terminowanie u mistrza danego zawodu trwało trzy lata, stąd też dużym powodzeniem cieszyły się krótkie w porównaniu z tym okresem kursy zawodowe, w szczególności kroju i szycia dla dziewcząt, a dla chłopców – kursy murarskie, dla cieśli i brukarzy, co związane było z nieustannym zapotrzebowaniem w tych gałęziach przemysłu i gospodarki krajowej.

Czy to rzeczywiście był tak bardzo inny Lublin? Czy to rzeczywiście był tak bardzo inny świat, o którym można myśleć jedynie z nostalgią? Nie. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.