Mieszkania Plus i kontrakty na śmigłowce - wywiad z wiceministrem Arturem Soboniem - wlubelskim.pl

Mieszkania Plus i kontrakty na śmigłowce – wywiad z wiceministrem Arturem Soboniem

W ramach „Mieszkań Plus” powstał dodatkowo program „Mieszkanie na start”, czyli dopłaty do czynszów na 15 lat

Program dopłat do czynszów jest jednocześnie programem prospołecznym i proinwestycyjnym. Proinwestycyjnym ponieważ dotyczy wyłącznie nowych lub rewitalizowanych inwestycji. Faktycznie, w jego ramach otrzymać można nawet przez 15 lat dopłaty do czynszu pod warunkiem spełnienia w ustawie kryterium dochodowego. W styczniu wejdą do programu pierwsze samorządy, w tym Biała Podlaska. Naszym głównym celem jest rozwój dostępnego cenowo budownictwa czynszowego w Polsce. Patrząc na statystyki, mieszkania czynszowe stanowią w Europie średnio ok. 30 proc., a u naszych zachodnich sąsiadów to nawet więcej niż połowa. W Polsce to tylko 5% – zatem mamy tutaj lekcję do odrobienia. Im więcej będzie mieszkań czynszowych tym lepiej dla gospodarki i mobilności na rynku pracy. Wiadome jest, że w Polsce brakuje mieszkań – na dzień dzisiejszy to ok. 2,5 mln. W ostatnich latach statystycznie powstawało ok. 150 tys. mieszkań rocznie, przy czym ostatnie dwa lata to rekordy rzędu 180 tys. mieszkań, co zbliża nas do tych 200 tysięcy mieszkań które powstawały w Polsce w okresie Gierka. Liczymy, że w przyszłych latach coraz więcej będzie tych tańsszych mieszkań, które powstały w wyniku programu mieszkaniowego rządu.

Jak aktualnie wygląda realizacja programu w województwie lubelskim?

Polityka mieszkaniowa jest zadaniem własnym samorządu terytorialnego, a my daliśmy mu narzędzia do realizacji. W przypadku dopłat „Mieszkań na start” pierwszym krokiem jest zgłoszenie przez inwestora wniosku do samorządu. Wtedy samorząd określa kryteria najemców, ich konieczną czynszową i wskazuje dla kogo są te mieszkania. Oczywiście realizujemy również wsparcie kapitałowe poprzez tworzenie wspólnych z samorządem spółek z PFR Nieruchomości, jak Białej Podlaskiej, Świdniku czy Zamościu. Jeśli chodzi o współpracę z PFR w Lublinie, zakładam, że w pierwszej kolejności będzie to lokalizacja u zbiegu ulic Garbarskiej i Męczenników Majdanka, przy czym wymaga to porozumienia z PGE Dystrybucja.

Bycie ministrem nie jest prostym zadaniem, a sprawowane przez Pana wcześniej funkcje wydawały się być bardziej korzystne materialnie

To jest jasne, że polityka nie gwarantuje nadzwyczajnych dochodów, ale nie to chodzi. Polityka na szczeblu wykonawczym jest sprawcza. To, że 1 stycznia udało się 2,5 miliona użytkownikom wieczystym dać gwarancję własności domów i mieszkań jest wydarzeniem, w którym każdy kto zajmuje się aktywnie polityką chciałby uczestniczyć. Dzisiaj mam możliwość być w rządzie Mateusza Morawieckiego i mam okazję do wdrażania własnych pomysłów i rozwiązań. W ubiegłym roku udało się przeorganizować Program Mieszkanie Plus do tego stopnia, że mamy dzisiaj w decyzjach lokalizacyjnych PFR TFI 29 tysięcy mieszkań, co jest gigantycznym progresem. Stworzyliśmy ramy prawne i instytucje bez których budownictwo czynszowe nie mogłoby się rozwijać. Uchwaliliśmy również standardy urbanistyczne do zagospodarowania przestrzennego. Niebawem czekają nas zmiany dotyczące prawa budowlanego – właśnie to jest największą zaleta i celem bycia w polityce. Z perspektywy rządu są to realne rozwiązania które można wdrażać i to jest absolutnie najważniejsze.

Jaki ma Pan plan na dalszy rozwój zawodowy?

Wyłącznie realizacja zadań wyznaczonych przez Premiera. W polityce jest tak, że planowanie czegokolwiek w dłuższej perspektywie jest szalenie trudne – a snując dalekosiężne plany można się tylko narazić na rozbawienie czytelników. Decydując się na służbę w życiu publicznym trzeba być przygotowanym na to, że to najczęściej inni za nas decydują. Pełniona rola nie jest najważniejsza, ważne żeby w ramach drużyny pracować na rzecz dobra wspólnego.

Pracując w Warszawie ciężko jest realnie oceniać co się dzieje w społeczeństwie…

Bardzo ważny jest stały kontakt z ludźmi. Rozmawiamy bezpośrednio po spotkaniu z przedstawicielami Zarządu Solidarności Regionu Środkowowschodniego, która jest dla nas swego rodzaju głosem sumienia i myślę, że taki głos jest ważny.

A co z kontraktami obiecanymi właśnie świdnickiej Solidarności?

Tutaj mamy wspólny sukces. Najważniejszym zagrożeniem z punktu widzenia Świdnika było podpisanie kontraktu z zagraniczną firmą na 50 śmigłowców Caracal. Gdyby doszło do podpisania tej umowy, już dzisiaj nie rozmawialibyśmy o przyszłości zakładów w Świdniku. Nie byłoby o czym.  Intencją naszych poprzedników było to, żeby w Polsce nie było produkcji śmigłowców dla wojska. I to jest jedyne co obiecywałem, i to się całkowicie udało.

Reszta to biznes. Dzisiaj jesteśmy na etapie końcowym przetargu na śmigłowce morskie, który powinien zakończyć się umową w tym roku. Jedynym śmigłowcem który spełnia wymagania jest obecnie AW101, który byłby produkowany w świdnickich PZL – jest to gigantyczny kontrakt.

Trwa także dialog techniczny na Sokoły, a zakres modernizacji Sokoła proponowany przez MON jest ogromnym przedsięwzięciem, a bez PZL Świdnik nie będzie można spełnić tych wymogów. Jako lokalny patriota mogę powiedzieć, że po takiej modernizacji Sokół będzie maszyną bardziej zaawansowana technologicznie niż mielecka wersja Black Hawk International. I to w oparciu o polską konstrukcję.

Trzecią rzeczą, jeśli chodzi o Świdnik jest fenomenalna szansa, w którą bardzo wierzę – budowa śmigłowca szturmowego, dzięki któremu nie tylko PZL, ale cała Polska będzie odgrywała kluczowa rolę na arenie międzynarodowej. Polska nigdy nie uczestniczyła w takim projekcie i byłby on absolutnie przełomowy.

Powiem jednak coś, co po raz pierwszy mówię tak otwarcie. Żeby się to powiodło to w pierwszym przypadku zdecyduje cena, w drugim zakres polonizacji, a w trzecim skala oferty gospodarczej. A to wszystko to już nie polityka, tylko decyzje właściciela fabryki. Żeby było jasne, ma tutaj we mnie pełne wsparcie, ale przepraszam, to nie ja decyduje o podpisaniu kontraktów.

 

Monika Jurak